ROZDZIAŁ I
Wieczorem zadzwoniła do mnie Ginny. Pokłóciłam się z nią jakiś czas temu. Po tak długim czasie przyjaźni, zastąpiła mnie sobie inną osobą. Trudno. Jej sprawa. Owszem, boli, ale da się przeżyć i nie jest najgorzej. Chciała zapytać o coś na następny dzień. Pośpiesznie jej odpowiedziałam i chciałam się rozłączyć. Zatrzymała mnie.
- Możemy pogadać? - spytała.
- O? - byłam obojętna.
Już nie chodzi o kłótnię, ale o fakt, że zaistniała. Jeśli umie dać się manipulować innym i ma w czterech literach kogoś kto był przy niej, kiedy ona płakała o trzeciej w nocy do słuchawki, to proszę bardzo, ale ja się na to nie piszę. Ostatnimi czasy zwykłe zapytanie o drobnostkę kończyło się kurwami z jej strony i niechęcią. Do tego poszły plotki, bo wszyscy stanęli po mojej stronie. Nie mówię, że nie było mi miło, ale z jednej strony wolałam, by inni się w to nie mieszali. Uznałam, że jeśli będzie chciała się przyjaźnić to się odezwie. Sama miałam dość starania się. Sorry, ale ja dużo...
- Przyjaźni? Wiem, że nie wyszło za dobrze, ale miałaś mnie gdzieś... - wydawała się być zażenowana.
- Lepiej się przyznaj co uknułaś z Evą. Słyszę jak się podśmiewa i kryje twarz za poduszką. Bardziej mnie to bawi niż wnerwia, wiec nie rób z siebie nie wiadomo kogo. - rozłączyłam się.
Chciała mnie rozzłościć? Ośmieszyć? Mnie już to nie ruszało... Chciała zmiany. Ma zmianę, ale to ona wyjdzie na tym bardzo źle.
Poszłam do toalety i zaczęłam się szykować. Dzisiaj piątek i miałam wyjść z moimi mordziami na małą imprezę. Chole się przeprowadziła i zorganizowała parapetówkę. Miałam im tez powiedzieć czy moja książka przeszła, bo czekali z niecierpliwością. Byłam tak zadowolona, że masakra. Nie mogłam się doczekać tego co miało się stać. To otworzyło przede mną zupełnie nowe drzwi. Drzwi, które mogły na zawsze wszystko odmienić. Odmienić życie i to co się rozpoczęło i zaczęło kończyć. Ostatnie kilka tygodni było fatalnych. Myślałam, że nie wygrzebię się z ocenami i ich nie powyciągam, ale jakimś cudem udało mi się wszystko wyciągnąć na pasek. Byłam z siebie dumna.
Włożyłam szorty, luźną, biała bluzkę z napisem i czarne vansy. Włosy związałam w kitkę. Posmarowałam usta błyszczykiem, pomalowałam rzęsy i pożegnałam się z mamą. Wzięłam torbę z rzeczami żebym mogła się przebrać i tam naszykować i po umówieniu się jak pojedziemy do wydawnictwa wyszłam.
Było około dwudziestej więc szłam na pieszo. Chole nie przeniosła się daleko. Wręcz przeciwnie. Teraz już mieszka bliżej mnie. Po drodze weszłam po coś do jedzenia i po picolo. Nie piję. Tak samo jak Nina. Od jakiegoś czasu nie dotyka nawet bezalkoholowych rzecz, za co ją podziwiam i jestem z nie dumna.
"Nina :* : Gdzie jesteś pluskwo? Czekamy na cb ;p"
Nie odpisałam nic i schowałam telefon do torebki. Byłam już pod klatką Chole więc mi się nie opłacało.
Poczułam dźgnięcie w baczek. Gwałtownie podskoczyłam. Wystraszyłam się i odwróciłam gotowa uderzyć napastnika. Christian zaczął się śmiać.
- Spokojnie mała. Nie denerwuj się. - zagarnął mnie ramieniem i wziął ode mnie zakupy.
Chłopak był wyższy ode mnie o głowę i kawałek. Należał do naszej paczki już od jakiegoś czasu. Złapaliśmy niezły kontakt. Tradycyjnie postawił blond włosy do góry. Jego niebieskie oczy lekko połyskiwały. W lato nie mógł sobie poradzić z alergią podobnie jak ja, a zeszklone, lekko zaczerwienione oczy świetnie go demaskowały.
- Sama mogę zanieść. - szturchnął mnie.
- Nie. - zaśmiał się - Ja zaniosę żebyś się nie złamała.
- Zapominasz się hahah.
- W sumie prawda jest taka, że lepiej z tobą nie zadzierać, bo jak przywalisz to nie ma zmiłuj się. Taka delikatna, a ma taki temperament. - zaczęliśmy wchodzić po schodach.
- Jeszcze nikogo nie pobiłam. - uśmiechnęłam się.
- Muchy byś nie skrzywdziła, ale każdy wie, ze jak przywalisz to zębów nie ma.
- No nie wiem haha.
Zatrzymaliśmy się pod drzwiami Chole. Wylewała się przez nie muzyka. Zapukałam. Dziewczyna niemal natychmiast otworzyła drzwi. Miała na sobie ulubiona czarną luźną bluzkę i getry. Wyciągnęła ręce by się przywitać. Uściskała mnie.
- Impreza zaczęta beze mnie? Nie daruję ci tego mendo. - zaśmiałam się.
- Spóźniłaś się. - zauważyła - Musiałam po ciebie wysłać Chrisa, bo się bała.
- Jestem dużą dziewczynką. - posłałam jej karcące spojrzenie na co zachichotała.
- Wchodźcie.
Wzięłam od chłopaka z torby szampana i weszłam do nowego salonu przyjaciółki. Białe ściany z czarnymi akcentami wyglądały ślicznie.
- Musze przyrzynać, ze ładnie urządziliście. - zauważyłam i stawiając butelki na stole przywitałam się z resztą.
- To jeszcze nie wszystko. - wskazała na drzwi do swojego pokoju - Tam będzie jeszcze lepiej. Na razie nie jest jeszcze tak jak chcę, więc nie zaglądajcie. - pokręciłam z uśmiechem głową.
- Spokojna twoja rozczochrana.
- Mnie brakuje jednej rzeczy do oblania. - zauważyła Chole i popatrzyła na mnie razem z Niną wymownie. Się dobrały. Blondynka (Nina) i szatynka (Chole). Ta pierwsza z błękitnymi oczami, ta druga z kakaowymi.
- Jakiej? - udałam zdziwioną.
- No nie gadaj... - Chris stanął po ich stronie. Do tego wszystkiego z łazienki wyszedł Math.
- Nie wtryniaj nas... Mów jak list. - dołączył się.
- Wszyscy na jedną? Nie ładnie tak.
- MÓW!!! - jednocześnie podnieśli na mnie głos.
Podniosłam jedną butelkę szampana i zaczęłam ją otwierać.
- Jutro jadę projektować okładkę. - powiedziałam cicho i wystrzeliłam korek z butelki. Dziewczyny zaczęły skakać i mnie przytulać.
- Mówiłam!!! Mówiłam!!! Że ci się uda!!! - przekrzykiwały się - Mamy jeszcze jeden powód do oblewania.
Chłopcy też mnie przytulili i pogratulowali. Wszyscy zastrzegli, że chcą autografy na książkach. Prawda jest taka, że cała czwórka już czytała to co napisałam, ale chcieli jeszcze raz przeczytać, tyle, że w wersji papierowej. Było mi cholernie miło jak każde z nich wyznało, ze prawie 700 stron mojej cegły przeczytali jednym tchem, bo lekko się czyta. Wiele ludzi nie wie jakie to wspaniałe uczycie kiedy ktoś docenia taki ogrom racy jaki włożyłeś w napisanie czegoś. W dodatku jeśli wiesz, ze lekko się czyta i się podoba. Nie ważne, że chciałeś się poddać. Ważne, że dotarłeś do końca i się udało. Że zrobiłeś krok w stronę spełnionych marzeń. ta satysfakcja, że coś co jest częścią ciebie i wypływa z serca jest docenione. W dodatku kiedy się słyszy, ze w tym widać osobę piszącą. Jej dusze i charakter... To uczucie jest wspaniałe.
- Oblewamy? - uniosłam szampana w górę, a reszta poza Niną piwo.
- Zawsze. - odpowiedział Chole.
_________________________________________________________
TAKŻE DOTARŁAM JUŻ DO PIERWSZEGO ROZDZIAŁU. ZAPOWIADA SIĘ ICH WIELE I MAM NADZIEJĘ, ZE BĘDĄ SIĘ PODOBAŁY. TAK JAK NAPISAŁAM W ROZDZIALE. LICZY SIĘ TO, ZE COŚ WYPŁYWA Z SERCA I MA SIĘ DO TEGO PASJĘ. OPINIA INNYCH JEST WAŻNA. TO PRAWDA. BUDUJE I POTRAFI NIEŹLE ZDOPINGOWAĆ. MAM NADZIEJĘ, ZE MAM SIĘ SPODOBA. PROSZĘ O SZCZERE OPINIE ;*
- Możemy pogadać? - spytała.
- O? - byłam obojętna.
Już nie chodzi o kłótnię, ale o fakt, że zaistniała. Jeśli umie dać się manipulować innym i ma w czterech literach kogoś kto był przy niej, kiedy ona płakała o trzeciej w nocy do słuchawki, to proszę bardzo, ale ja się na to nie piszę. Ostatnimi czasy zwykłe zapytanie o drobnostkę kończyło się kurwami z jej strony i niechęcią. Do tego poszły plotki, bo wszyscy stanęli po mojej stronie. Nie mówię, że nie było mi miło, ale z jednej strony wolałam, by inni się w to nie mieszali. Uznałam, że jeśli będzie chciała się przyjaźnić to się odezwie. Sama miałam dość starania się. Sorry, ale ja dużo...
- Przyjaźni? Wiem, że nie wyszło za dobrze, ale miałaś mnie gdzieś... - wydawała się być zażenowana.
- Lepiej się przyznaj co uknułaś z Evą. Słyszę jak się podśmiewa i kryje twarz za poduszką. Bardziej mnie to bawi niż wnerwia, wiec nie rób z siebie nie wiadomo kogo. - rozłączyłam się.
Chciała mnie rozzłościć? Ośmieszyć? Mnie już to nie ruszało... Chciała zmiany. Ma zmianę, ale to ona wyjdzie na tym bardzo źle.
Poszłam do toalety i zaczęłam się szykować. Dzisiaj piątek i miałam wyjść z moimi mordziami na małą imprezę. Chole się przeprowadziła i zorganizowała parapetówkę. Miałam im tez powiedzieć czy moja książka przeszła, bo czekali z niecierpliwością. Byłam tak zadowolona, że masakra. Nie mogłam się doczekać tego co miało się stać. To otworzyło przede mną zupełnie nowe drzwi. Drzwi, które mogły na zawsze wszystko odmienić. Odmienić życie i to co się rozpoczęło i zaczęło kończyć. Ostatnie kilka tygodni było fatalnych. Myślałam, że nie wygrzebię się z ocenami i ich nie powyciągam, ale jakimś cudem udało mi się wszystko wyciągnąć na pasek. Byłam z siebie dumna.
Włożyłam szorty, luźną, biała bluzkę z napisem i czarne vansy. Włosy związałam w kitkę. Posmarowałam usta błyszczykiem, pomalowałam rzęsy i pożegnałam się z mamą. Wzięłam torbę z rzeczami żebym mogła się przebrać i tam naszykować i po umówieniu się jak pojedziemy do wydawnictwa wyszłam.
Było około dwudziestej więc szłam na pieszo. Chole nie przeniosła się daleko. Wręcz przeciwnie. Teraz już mieszka bliżej mnie. Po drodze weszłam po coś do jedzenia i po picolo. Nie piję. Tak samo jak Nina. Od jakiegoś czasu nie dotyka nawet bezalkoholowych rzecz, za co ją podziwiam i jestem z nie dumna.
"Nina :* : Gdzie jesteś pluskwo? Czekamy na cb ;p"
Nie odpisałam nic i schowałam telefon do torebki. Byłam już pod klatką Chole więc mi się nie opłacało.
Poczułam dźgnięcie w baczek. Gwałtownie podskoczyłam. Wystraszyłam się i odwróciłam gotowa uderzyć napastnika. Christian zaczął się śmiać.
- Spokojnie mała. Nie denerwuj się. - zagarnął mnie ramieniem i wziął ode mnie zakupy.
Chłopak był wyższy ode mnie o głowę i kawałek. Należał do naszej paczki już od jakiegoś czasu. Złapaliśmy niezły kontakt. Tradycyjnie postawił blond włosy do góry. Jego niebieskie oczy lekko połyskiwały. W lato nie mógł sobie poradzić z alergią podobnie jak ja, a zeszklone, lekko zaczerwienione oczy świetnie go demaskowały.
- Sama mogę zanieść. - szturchnął mnie.
- Nie. - zaśmiał się - Ja zaniosę żebyś się nie złamała.
- Zapominasz się hahah.
- W sumie prawda jest taka, że lepiej z tobą nie zadzierać, bo jak przywalisz to nie ma zmiłuj się. Taka delikatna, a ma taki temperament. - zaczęliśmy wchodzić po schodach.
- Jeszcze nikogo nie pobiłam. - uśmiechnęłam się.
- Muchy byś nie skrzywdziła, ale każdy wie, ze jak przywalisz to zębów nie ma.
- No nie wiem haha.
Zatrzymaliśmy się pod drzwiami Chole. Wylewała się przez nie muzyka. Zapukałam. Dziewczyna niemal natychmiast otworzyła drzwi. Miała na sobie ulubiona czarną luźną bluzkę i getry. Wyciągnęła ręce by się przywitać. Uściskała mnie.
- Impreza zaczęta beze mnie? Nie daruję ci tego mendo. - zaśmiałam się.
- Spóźniłaś się. - zauważyła - Musiałam po ciebie wysłać Chrisa, bo się bała.
- Jestem dużą dziewczynką. - posłałam jej karcące spojrzenie na co zachichotała.
- Wchodźcie.
Wzięłam od chłopaka z torby szampana i weszłam do nowego salonu przyjaciółki. Białe ściany z czarnymi akcentami wyglądały ślicznie.
- Musze przyrzynać, ze ładnie urządziliście. - zauważyłam i stawiając butelki na stole przywitałam się z resztą.
- To jeszcze nie wszystko. - wskazała na drzwi do swojego pokoju - Tam będzie jeszcze lepiej. Na razie nie jest jeszcze tak jak chcę, więc nie zaglądajcie. - pokręciłam z uśmiechem głową.
- Spokojna twoja rozczochrana.
- Mnie brakuje jednej rzeczy do oblania. - zauważyła Chole i popatrzyła na mnie razem z Niną wymownie. Się dobrały. Blondynka (Nina) i szatynka (Chole). Ta pierwsza z błękitnymi oczami, ta druga z kakaowymi.
- Jakiej? - udałam zdziwioną.
- No nie gadaj... - Chris stanął po ich stronie. Do tego wszystkiego z łazienki wyszedł Math.
- Nie wtryniaj nas... Mów jak list. - dołączył się.
- Wszyscy na jedną? Nie ładnie tak.
- MÓW!!! - jednocześnie podnieśli na mnie głos.
Podniosłam jedną butelkę szampana i zaczęłam ją otwierać.
- Jutro jadę projektować okładkę. - powiedziałam cicho i wystrzeliłam korek z butelki. Dziewczyny zaczęły skakać i mnie przytulać.
- Mówiłam!!! Mówiłam!!! Że ci się uda!!! - przekrzykiwały się - Mamy jeszcze jeden powód do oblewania.
Chłopcy też mnie przytulili i pogratulowali. Wszyscy zastrzegli, że chcą autografy na książkach. Prawda jest taka, że cała czwórka już czytała to co napisałam, ale chcieli jeszcze raz przeczytać, tyle, że w wersji papierowej. Było mi cholernie miło jak każde z nich wyznało, ze prawie 700 stron mojej cegły przeczytali jednym tchem, bo lekko się czyta. Wiele ludzi nie wie jakie to wspaniałe uczycie kiedy ktoś docenia taki ogrom racy jaki włożyłeś w napisanie czegoś. W dodatku jeśli wiesz, ze lekko się czyta i się podoba. Nie ważne, że chciałeś się poddać. Ważne, że dotarłeś do końca i się udało. Że zrobiłeś krok w stronę spełnionych marzeń. ta satysfakcja, że coś co jest częścią ciebie i wypływa z serca jest docenione. W dodatku kiedy się słyszy, ze w tym widać osobę piszącą. Jej dusze i charakter... To uczucie jest wspaniałe.
- Oblewamy? - uniosłam szampana w górę, a reszta poza Niną piwo.
- Zawsze. - odpowiedział Chole.
_________________________________________________________
TAKŻE DOTARŁAM JUŻ DO PIERWSZEGO ROZDZIAŁU. ZAPOWIADA SIĘ ICH WIELE I MAM NADZIEJĘ, ZE BĘDĄ SIĘ PODOBAŁY. TAK JAK NAPISAŁAM W ROZDZIALE. LICZY SIĘ TO, ZE COŚ WYPŁYWA Z SERCA I MA SIĘ DO TEGO PASJĘ. OPINIA INNYCH JEST WAŻNA. TO PRAWDA. BUDUJE I POTRAFI NIEŹLE ZDOPINGOWAĆ. MAM NADZIEJĘ, ZE MAM SIĘ SPODOBA. PROSZĘ O SZCZERE OPINIE ;*